Przepis bez żadnych zmian z "Przetworów" Ćwierciakiewiczowej:
- 1 kg oczyszczonej białej porzeczki
- 1,5 kg cukru
- 1 szklanka wody

PS Tak, wygląda jak żabi skrzek.
Nie chce mi się wysyłać przepisów mailami ani robić strony www ;-)
Wbrew plotkom to nie tak, że tak często gotuję, jak się na blogu pojawiają wpisy. Ale kto chciałby czytać o tym, że znowu podsmażyłam mrożona z Horteksu?
Przepis bez żadnych zmian z "Przetworów" Ćwierciakiewiczowej:

PS Tak, wygląda jak żabi skrzek.
Przepis stąd.
Agrest oczyścić, pozbawić ogonków i szypułek, umyć, zmiksować. Zasypać cukrem i odstawić na 2 godziny (albo dłużej). Truskawki pozbawić szypułek, umyć. Dodać sok z cytryny do masy agrestowej, zagotować. Do gorącego wrzucić truskawki w całości. Gotować ok. 25 minut, wystudzić. Gotowanie powtórzyć. Zaskakująco, smakuje jak dżem z porzeczki.
Porzeczki pozbawić ogonków (cierpliwi mogą też poobrywać resztki kwiatostanów, a masochiści wypestkować, mnie się nie chciało), umyć. Maliny umyć. Wsypać część cukru, wlać wodę, dodać wanilię przeciętą wzdłuż, zagotować i pogotować 20-30 minut na małym ogniu. Sprawdzić, czy wystarczająco słodkie, ewentualnie dosłodzić. Wystudzić, powtórzyć gotowanie, jeśli wystudzony dżem nie będzie miał odpowiedniej (dość sztywnej) konsystencji.
Słoik ze zdjęcia znalazłam w Tesco, nie wiem, jak ze szczelnością.
Pomysł na składniki pozyskałam od ^dees.
Na bazie tego przepisu zrobiłam dwa rodzaje syropów:
Rabarbarowy
Truskawkowy
Truskawki/rabarbar umyć. Truskawki pozbawić szypułek i liści, rabarbar oczyścić i pokroić na mniejsze kawałki (łatwiej puszczą sok). Wsypać do garnka, najlepiej z grubym dnem, zasypać cukrem i zostawić na jakiś czas (u mnie - 2-3 godziny). Dodać wodę i na małym ogniu gotować ok. 30-40 minut. Dodać sok z cytryny. Przecedzić lekko ostudzone dwa razy przez gęste sitko. Masę truskawkową/rabarbarową można zużyć do ciasta np. drożdżowego.
Drożdżowe właściwe:
Sekretem moim jest to, że nie cierpię dotykać drożdżowego, więc nie lubię go robić ręcznie (nie, nie ma znaczenia terapeutycznego cierpliwe wygniatanie, jak ohydna, lepka masa okleja mi palce). Stąd maszyna do pieczenia chleba. Tyle dygresji.
Wrzucić do maszyny w kolejności: mleko z roztopionym masłem i olejem, jajka, cukier, sól, przesiana mąka, drożdże. Pozwolić, żeby maszyna wymieszała i wyrosła programem bez pieczenia (w mojej Severin - program 7). Sprawdzać, czy nie wychodzi z pojemnika (u mnie na minutę przed końcem programu ciasto było już niebezpiecznie nad krawędzią). Przełożyć na blachę - starcza na dużą, wstawić do ciepłego piekarnika (ok. 40 stopni) na wyrastanie (ok. 20 minut). W międzyczasie można pokroić owoce (u mnie truskawki i rabarbar) i zrobić kruszonkę. Kruszonkę robi się tak, że wszystkie składniki w temperaturze pokojowej się miesza i palcami kruszy na grudki. Na wyrośnięte ciasto układa się owoce i posypuje kruszonką. W kolejnym międzyczasie rozgrzewa się piekarnik do 175 stopni i piecze ciasto ok. 30-40 minut, aż zacznie się rumienić.

Przepis od Wonderwoman z moimi drobnymi modyfikacjami.
Pokrojony rabarbar zasypać cukrem i zostawić na dłużej w szklanej misce, można na noc. Zagotować i zmniejszyć ogień; gotować przez ok. godzinę, aż się rozpadnie. Dżem robiłam w dwóch wersjach, każdą z połowy masy - wyszło po 3 spore słoiki.
Wersja A: na ostatnie 10 minut gotowania dodać startą dość grubo skórkę z cytryny oraz starty imbir.
Wersja B: na ostatnie 5 minut gotowania dodać pokrojone w paski liście bazylii.

Inspiracje: wersja B, wersja A (czyli tzw. hiram skandynawski, jakakolwiek jest geneza tej nazwy). Oraz publikacja z roku 1984 Zdzisławy Skrodzkiej "Kompoty, dżemy, marynaty" - tu upewniłam się, że rabarbar można przechowywać ze znacznie mniejszą ilością cukru.
I jeszcze w kwestii bezpieczeństwa, bo były pytania. Słoiki myję w zmywarce, potem wyparzam w piekarniku (10-15 minut w 100 stopniach). Pokrywki i uszczelki przecieram spirytusem (kupowanym w sklepie na dole, gdzie panowie przychodzą po setkę i mały tymbark). Studzę odwrócone do góry nogami (chyba że wecki, to wtedy nie odwracam). Pasteryzuję w zasadzie wszystko (albo w piekarniku, albo w kąpieli wodnej). Tak, zawsze poparzę sobie palce.
Pomarańcze obrać ze skórki i większości białych błonek, pokroić na mniejsze kawałki. Smażyć w dwóch turach po godzinie, najpierw tylko z cukrem i wodą, potem z przyprawami. 200 g cukru to aż za dużo, bo sycylijskie czerwone pomarańcze są bardzo słodkie - raczej dżem naleśnikowo-kanapkowy. Wyszły dwa nieduże słoiki. I trochę na kanapkę.

Skórkę obrać bardzo cienko (np. obieraczką), pokroić w wąskie paski. Pomarańcze smażyć jak wyżej, kiedy zaczną się rozpadać, dodać skórkę i przyprawy. Pomarańcze są słodkie, ale skórka dodaje odrobinę goryczki; dobrze pasuje do serów pleśniowych. Wyszły dwa półlitrowe słoiki.