Dwa słowa - do niczego. Przepis pochodzi z programu Makłowicza o Finlandii i możliwe, że wychodzi tylko z fińskiej maślanki. Z polskiej (mrągowskiej) wychodzi coś, co wygląda jak naleśnik, smakuje jak naleśnik, ale nie daje się przewrócić, drze się jak mokra chusteczka higieniczna i strasznie słabo się smaży - ciężko uzyskać cokolwiek innego niż stan "spalony na amen" lub "bladawy półsurowy". Niezbyt udany eksperyment, wracam do naleśników z mlekiem.
- mąka
- dwa jajka
- maślanka
- trochę roztopionego masła
- szczypta soli
Wymieszać, niech chwilę postoi, dodać masło i usmażyć.