środa, czerwca 16, 2010

Ratatouille

Inspirację zaczerpnęłam z "Kuchni, kościoła i rozkoszy gotowania" Imbacha, ale zabrakło mi w przepisie bakłażana, a bulion i czerwone wino odpadło, bo potrawa miała być też dla nieletniej[1]. Z kolei w "Kuchni francuskiej" z serii "Podróże kulinarne Rzeczpospolitej" był przepis na ratatuję[2] pieczoną, która też wygląda na wartą grzechu, ale dziś miałam ochotę sobie pomieszać w garnku.

  • 1 duża biała cebula (niektóre przepisy sugerują czerwoną) albo dwie mniejsze,
  • 2 ząbki czosnku,
  • 3 pomidory (dałam 4, bo miałam, mogą być z puszki),
  • 4 papryki (dałam 3 w różnych kolorach, bo miałam),
  • 2 cukinie (dałam jedną dużą),
  • 1 spory bakłażan,
  • oliwa, sól, tymianek, zioła prowansalskie,
  • opcjonalnie czerwone wino, bulion warzywny i kiełbasa wędzona.

Na oliwie podsmażyć pokrojoną cebulę (Imbach proponuje jedną drobno, drugą grubo, ale krakowskim targiem pokroiłam średnio i byle jak) oraz czosnek. Teraz na logikę dodawać od składników wymagających najdłuższego gotowania. U mnie do garnka szły: obrane ze skóry i dość grubo pokrojone pomidory (ładnie puszczają sok i całość może się już dusić), przyprawy, papryka, potem nieobrany i pokrojony w plastry, a potem w szóstki (plaster na pół, a potem na trzy) bakłażan oraz obrana i pokrojona na ćwiartki cukinia. Cukinię i bakłażana można przed dodaniem nieco podsmażyć. Dusiło się, czasem mieszane, aż bakłażan był miękki. Jeśli dodawany jest bulion, to przed pomidorami, jeśli wino bądź pokrojona na ćwierćplasterki kiełbasa - razem z bakłażanem i cukinią.

[1] Nieletniej bardzo smakowało, dostała wersję lekko zmiksowaną.

[2] To zdecydowanie jest ta ratatuja, a nie ten ratatuj. Nie smakuje jak ratatuj.

Brak komentarzy: